12 września 2012

Na granatowo

W związku ze sprzyjającymi okolicznościami przyrody (choć podobno ma się ochłodzić niebawem) prezentuję dziś sukienkę jeszcze trochę letnią;
myślę, że nadawałaby się na rozpoczęcie roku szkolnego lub akademickiego,
ale te piękne czasy mam już dawno za sobą :)

Sukienka uszyta jest z bardzo popularnego wykroju z Burdy 7/2011
(widziałam kilka pięknych jej wcieleń u moich koleżanek blogerek).
Niestety szycie (dokończenie) jej zajęło mi kilka miesięcy z powodu paru wpadek,
które musiałam korygować. Był czas, że już miałam ochotę zaczętą robotę wyrzucić,
ale żal mi było tej pięknej morskiej satyny, którą użyłam na górną część sukienki.
Część spódnicowa uszyta jest z granatowej gabardyny.
Pierwszy mój błąd polegał na tym, że chcąc uniknąć szycia podszewki odszyłam dekolt sukienki tasiemką po zewnętrznej stronie; wyszło niestety fatalnie. Prucie było uciążliwe, więc wycięłam tasiemkę powiększając trochę dekolt. Gdy nabrałam ochoty na dokończenie jej, to w trakcie poprawek przy dekolcie na plecach nożyczki zjechał mi na bok (nożyczki były nowe i nie byłam jeszcze przyzwyczajona do nich) i przecięłam tkaninę. Znowu ręce mi opadły i odłożyłam pracę. Następnie wpadło mi do głowy, że może uda się jeszcze uratować tą sukienkę - i uszyłam dekolt o innym kształcie. Tym razem całość odszyłam podszewką.
Sukienka jest bardzo wygodna i cieszę się, że się nie poddałam :)



Szwy z przodu oraz pas są podkreślone aksamitną tasiemką.
A kieszenie to cudowna rzecz - chyba będę fanką kieszeni!


Kilka dni temu byliśmy z sąsiadami na wystawie starych samochodów - tak sobie stanęłam ...

............................................................

Historia mody na wesoło w odcinkach
(od stworzenia świata do Euro 2012)

Odcinek 06   (M.K.)

Wygnani z Raju, on i ona
Idą by lat gdzieś swoich dożyć,
Wtem Ewa wrzeszczy przerażona:
"Ja nie mam co na siebie włożyć!"

Lecz nie zostaje bierna długo,
Gdy Adam stoi w trwodze wszystek,
Ona gdzieś nad przydrożną strugą
Znajduje mały figowy listek.

Przez długie lata będzie jej służył,
W różnych fasonach i kolorach,
Raz będzie mały, raz znów duży,
Lecz zawsze w najmodniejszych wzorach.

A biedny Adam, przez lat wiele
(Na pewno to nie z jego winy)
W piątek, czy świątek lub niedzielę,
Nosi te same gacie z trzciny.                    cdn.

6 komentarzy:

  1. och ta wersja też udana !!

    OdpowiedzUsuń
  2. mam teraz podobne frustracje - kończyć sukienkę czy rzucić ją w kąt i od niej odpocząć (czasami to pomaga;p) ale tu widać, że warto kończyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak - odpocząć, a potem do dzieła :)

      Usuń
  3. mimo boju z tą sukienką i tak wyszło ślicznie ;)
    pozdrawiam
    Daria

    OdpowiedzUsuń